wanabee CC

Droga do celu – zostać stewardessą

Archive for the month “Maj, 2014”

Polskie czartery, Wrocław, maj 2014

Kiedy dostałam zaproszenie na rozmowę, bardzo się ucieszyłam, że będzie mi dane odwiedzić piękny Wrocław ponownie. Tym razem tylko na króciutko, kilka godzin, ale i tak oczy nacieszyłam. Przynajmniej zobaczyłam pustawe póki co lotnisko. Na spotkanie wyruszyłam o 6 rano busem, więc dojechałam dość niedospana i zmęczona.
Bardzo mała firma w porównaniu do Emirates czy Qatar. Wygląda na to, że wszyscy pracownicy firmy się znają, a przynajmniej się mijąją/widują. Koordynatorem spotkania była bardzo miła Cabin Crew Manager, Ania. Rekrutacja była podzielona na 2 części, językową i formalną.

Część językowa
Poznałam francuskiego pracownika firmy, który obadał moje umiejętności komunikacyjne w jego języku. Pogadaliśmy z 10min o tym gdzie się nauczyłam tego języka, kiedy mam okazję go praktykować, powiedziałam parę zdań o sobie. Potem dostałam kartonik z komunikatem do przeczytania. Sama siebie oceniłam wcale nieźle. Potem do rozmowy włączyła się Ania, i dalej rozmawialiśmy już tylko po angielsku. Znów miałam powiedzieć coś o sobie, zapytano mnie co wiem o linii, czy miałam kiedyś w środowisku pracy kogoś, kogo nie lubiłam, czy jestem gotowa do przeprowadzki, jak wyobrażam sobie typowy dzień stewardessy i jeszcze kilka podobnych pytań. Potem rekruterzy wcielili się w ‚upierdliwych’ pasażerów – sytuacja pierwsza: Pan natarczywie prosił o mój numer telefonu, zbyłam go grzecznie i gładko, więc wybrali drugi scenariusz – pasażer mnie wzywa, bo obok niego siedzi matka z maleńkim, płaczącym dzieckiem. Poprosiłam, żeby się uspokoili (zanim to powiedziałam, zbierałam się ze 3 razy, bo ciężko im było przerwać), że znajdę dla nich rozwiązanie, że poszukam dla niego innego miejsca. Okazało się, że wszystkie są zajęte i powiedziałam, że poproszę drugą matkę z dzieckiem, żeby się z nim zamieniła. Powiedzieli mi od razu, że z tym sobie dobrze poradziłam. Potem znów dostałam kartonik z komunikatem do przeczytania, tym razem po angielsku. Następnie mogłam pytać rekruterów o stanowisko, o które się ubiegam. Wtedy dowiedziałam się, że w samolotach tej linii pracuje tylko 1 osoba z załogi pokładowej na lot – w związku z tym poszukują oni trochę innego profilu charakterologicznego niż wielkie linie, na których pokładach samolotów pracuje na przykład 25 osób na lot. Cała część zajęła około pół godziny.

Część formalna
Tu miałam do czynienia z jakimiś wyżej postawionymi pracownikami firmy, niestety nie wiem do końca czym się zajmowali, może byli HRowcami, może ktoś był dyrektorem działu, a może ktoś miał całą firmę pod sobą. Zaczęło się od pytania o mnie, a potem gładko poszło do szczegółów mojego życiorysu. Padło m.in. pytanie o to jak zachowałam się w sytuacji, do której nie byłam przygotowana. Ogólnie chodziło o to, czy poradzę sobie w trudnych sytuacjach sama, z związku z tym, że poza mną na pokładzie będzie tylko pilot. Rekruterzy pytali mnie również czy umiem pływać, czy mam prawo jazdy, czy przeprowadzka do innego miasta w Polsce oraz regularne kilkutygodniowe wyjazdy nie będą dla mnie problemem, czy aplikowałam już do innych linii i z jakim skutkiem, jak sobie radzę ze stresem, czy mogę poświęcić 2-3 tygodnie na szkolenie, którego odbycie nie będzie gwarancją zatrudnienia, gdyż muszą się nam jeszcze dokładnie przyjrzeć – czy nasz charakter pasuje do tej roli, czy damy radę się wszystkiego nauczyć, czy nasze wyobrażenie o pracy nie rozmija się zbytnio z realiami. Musiałam też podać swoje oczekiwania finansowe. Na koniec znów miałam możliwość zadawania pytań. Dowiedziałam się, że szkolenie jest dla mnie bezpłatne, że będę musiała sama się zakwaterować w razie podjęcia pracy, ale podczas pobytów zapewnione jest i zamieszkanie i diety. Obiecali zadzwonić w ciągu tygodnia i poinformować o decyzji.

Kilka dni po rekrutacji dostałam telefon z zaproszeniem na szkolenie.

EK, Warszawa, marzec 2014

Pierwszy dzień:
Sporo osób, zdecydowana większość ubrana jak trzeba, tylko małe wyjątki się trafiły (a to spódnica do pół uda, a to jakaś plażowa sukienka we wzorki, a to prześwitujące bluzki z widocznym lub odznaczającym się stanikiem; wśród panów trafił się jeden w dzinsach i adidasach).

Dwie rekruterki, jedna to polka, Agata, druga to Brenda, ale nic mi nie wiadomo o jej narodowości. Prezentację prowadziła tylko Agata, sporo osób zadawało pytania, więc szło gładko. Część prezentacyjna trwała ok 1,5h. Potem niemalże zupełnie płynnie przeszliśmy do wręczania CV, które w sumie na te 200 osób też potrwało może 1,5h. Jak zwykle dwa króciutkie pytania i po pierwszym wrażeniu. O 12 już było po wszystkim. Telefon z zaproszeniem na dzień następny dostałam koło 13, wręcz ledwo po wejściu do domu.

Na drugi dzień przyszło koło 70 osób, od razu zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Jedna przyszła na wcześniejszą godzinę, druga na późniejszą. Pierwsze zadanie jak zwykle w parach, trzeba było wymyślić kilka nietypowych zastosowań dla obiektu na zdjęciu. Pracowałam z bardzo ‚mocną’ dziewczyną, pewną siebie, swobodną, śmiałą. Ja widać już wypadłam z rytmu, bo jednak trochę mnie zestresowało prezentowanie pomysłu. W międzyczasie było sięganie 212cm z Brendą i ostatnia szansa na przypomnienie sobie czy i gdzie ma się tatuaż 😉

Po nie za długiej przerwie karteczki z decyzjami, odpadłam. Dziewczyna z którą pracowałam została w grze.

Z nowości – od tego roku nie trzeba już czekać 6iu miesięcy po AD, żeby zgłosić się na OD. Na formularzach pytają tylko o ostatnie FI, od którego nie może minąć mniej niż 6 miesięcy.
Po drugie – zaktualizowana kartka z warunkami zatrudnienia. Jest mniejsza (zużywają mniej papieru!), do tego niewielka podwyżka 20AED w podstawie i 0,50AED za nalot.

Post Navigation