wanabee CC

Droga do celu – zostać stewardessą

Archive for the category “Osobiste”

Wroclove

Zacznijmy od terenu. Bardzo przyjemny z punktu widzenia artysty, mniej przyjemny z punktu widzenia użytkownika drogi. We Wrocławiu (w porównaniu do mojej rodzinnej Warszawy) drogi są w dużej mierze wąskie, brukowane, dziurawe. Akurat ten ostatni epitet mógł wyniknąć z pory roku, tzn. na naprawy dziur po zimie czas jest wiosną, a wtedy wiosny u nas w Polszy jeszcze nie było. Bardzo mi się podobają tamtejsze akweny – dzięki temu, że nie jest to jedna wielka rzeka na samym środku, wrocławianie stworzyli wiele pięknych, małych mostów. Żałuję, że nie byłam tam na dłużej, do tego z aparatem, rysownikiem, węglem, ołówkiem, akwarelami i czym jeszcze bym mogła. Na pewno z racji urokliwego otoczenia natchnienie lało by się we mnie wszelkimi otworami. Architektura sprawiała, że jak tylko wychodziłam na zewnątrz od razu pojawiał mi się uśmiech na twarzy. Bardzo ładne, odnowione i nie, kamienice, sporo zadbanych ceglanych kościołów (w tym biblioteka?). Do tego nowe budynki, o które ktoś z Zarządu Miasta zadbał, by nie kłóciły się o palmę pierwszeństwa z tymi starodawnymi kamienicami.

Prawa jazdy nie mam, więc miałam okazję przetestować system komunikacji miejskiej. Byłam przygotowana na to, że różnica jakościowa może być spora. Mimo że pojazdy w większości są stare i przypominają mi wczesne lata dzieciństwa (autokary kolonijne i obozowe wiozące dziesiątki dzieciaków przez często ponad 8 godzin), to tamtejsze ZTM stara się to nadrobić nowoczesnością w biletach. Dzięki temu w każdym pojeździe i na każdym przystanku (przynajmniej przeze mnie napotkanym) znajduje się automat biletowy. Szkoda, że te pojazdowe są tylko na karty płatnicze (bez opcji płacenia gotówką). Z jednej strony rozumiem, że chodzi o bezpieczeństwo i szybkość (kupienie biletu znając już system biletowy trwa mniej niż 5s), z drugiej strony jest wiele ludzi (mam na myśli nie tylko tych najstarszych), którzy tak sprawnie i pewnie nie operują kartami, więc z opcji gotówkowej prędzej by skorzystali. System biletowy też został chyba w niedawnym czasie wymieniony na nowszy. Jak dla obcomiastowca, zbyt skomplikowany. Przy kupnie pierwszego biletu ucieszyłam się, że są bilety krótkookresowe (minutowe) i taki kupiłam. Szczęśliwie dojechałam do celu bez kontroli, bo w trakcie jazdy (już pod koniec mojej trasy tego dnia) odkryłam, że na bagaż obowiązuje dodatkowy bilet. W systemie biletowym oprócz rozdzielenia biletów osobowych od towarowych jest też podział na bilety na linie przyśpieszone z nocnymi i normalne. Czyli wybranie biletu czasowego było dość bezpieczne, skoro akurat przypadkiem jechałam linią przyśpieszoną. Z ciekawostek uczniowie i studenci mogą kupić bilety semestralne. Pomysł lepszy niż warszawski, gdzie np w semestrze letnim (jeśli akurat kończysz studia to ma to znaczenie) kupisz 3miesięczny bilet w marcu, to na ostatni miesiąc musisz kupić 30dniowy (bo po tych 30dniach legitymacja kończy ważność i powinieneś mieć bilet nieulgowy, pełny). I ciekawostka druga – u nas bilety długookresowe mogą być na jedną linię lub na wszystkie, we Wrocławiu na dwie lub na wszystkie. Czyli stałym mieszkańcom jest tam wygodniej, przyjezdnym na kilka dni lekko pod górkę.

Otoczenie społeczne. Nie zdarzyła mi się żadna niemiła sytuacja, a przeciwnie, na starówce spotkałyśmy dziewczyny nagrywające film urodzinowy dla kolegi. Naszym zadaniem było wyrazić własne zdanie na temat gości i solenizanta (zdanie miałyśmy wyrobić na podstawie zdjęcia), a że faceci byli atrakcyjni, to dostali od nas dużo achów i ochów 🙂 Nawet lekko zaczęłam myśleć o Wrocławiu jako o mieście przyjemnym do mieszkania, miło było chodzić wśród normalnych, niewystrojonych jak manekiny z wystaw, ludzi. Brak bananowych, hipsterskich, nowobogackich i tym podobnych przypadków. Przynajmniej na mojej strasie (Różanka – Stare Miasto).

I tu mała podpowiedź – jeśli ktoś pragnie otworzyć mały biznes i szuka swojej niszy, to podaję na tacy: KSERO, przy Rynku, otwarte od 7 czy 8 rano. Brak totalny, do najbliższego trzeba by jechać ponad 10min. A rano każda minuta się liczy.

Wrocław myślowo jest dla mnie dużo bliżej Katowic, niż jest to faktycznie. Wizualnie zupełnie inne miasta, ale uczucia mam w obydwu podobne. Do Wrocławia na pewno jeszcze wrócę, wydaje mi się miastem, w którym łatwo się zakochać (w kimś i we Wrocławiu).

Pomoc językowa

Bratnia dusza znów pomogła. Tym razem odkryła, że istnieje kurs angielskiego tylko dla załogi pokładowej. W życiu bym nie wpadła na pomysł, że ktoś dla tak małej grupy ludzi będzie chciał robić podręcznik (i jeszcze liczył na zysk!). Tu podaję link do chomika:

http://chomikuj.pl/Brtk19925/J*c4*98ZYKI+OBCE/Angielski/Course+Book/Zawodowy+-+Cabin+Crew/English+for+Cabin+Crew

Użytkownik ma też kilka innych ciekawych pozycji przygotowanych dla hotelarstwa czy turystyki, także w innych językach. Mnie interesuje pozycja z języka francuskiego, ale widziałam też hiszpański czy włoski.

Szare komórki (te od lingwistyki) ruszyły do pracy!

OD wybrany

Wciąż zastanawiałam się, który Open Day wybrać: ten bliżej, w bardziej znanym mi mieście, czy ten dalej, ale za to organizowany w tygodniu? Po długich przemyśleniach i paru dyskusjach na ten temat z moją airlinową bratnią duszą A, zdecydowałyśmy się na miasto bardziej nam obce, z Open Day w tygodniu. Uznałyśmy, że spodziewamy się mniejszej ilości chętnych w tygodniu niż w sobotę, i że łatwiej będzie być zauważonym. Dodatkowo spodziewamy się też mniejszego czekania, co nie wymęczy nas tak bardzo jak ostatnio. Ostatnio, kiedy zobaczyłam nagle gburowatą rekruterkę, tak mnie zaskoczyła, że straciłam swoje nastawienie, naturalny uśmiech, a zyskałam większe tętno, nerwowość i sztuczny uśmiech. Jak się można domyślać, nie była to dobra strategia 😉

Tym razem mamy nadzieję na więcej szczęścia – dojść do Final Interview, po którym nie chcemy dopuszczać do siebie myśli, że mieliby do nas nie zadzwonić 🙂

W międzyczasie muszę zaktualizować biznesową garderobę. Moja marynarka zaczyna wyglądać jak prostokąt na mnie (a nie dopasowany żakiecik), koszule obie już poszarzały i też są o rozmiar lub dwa za luźne, a spódnice dwa tygodnie temu musiałam zwężać tymczasowo na agrafki o na pewno ponad 5cm. W związku z tym szykuje się wizyta u krawcowej, co mnie bardzo cieszy. Przy odbieraniu ubrań czuję się jakby z malucha mechanik mi zrobił nowego smarta 🙂 A to wszystko za takie grosze, że nawet nie chcę sprawdzać, ile by kosztował mnie nowy komplet biznesowy.

Odliczanie rozpoczęte!

Research

Znów spędziłam 2 dni na czytaniu wszystkiego, czego jeszcze nie przeczytałam. Nowy przypływ motywacji (może nie do studiów akurat…) napoił mnie energią. Już nie mogę się doczekać następnego spotkania!

Cierpliwość

Czas mija, a status na stronie się nie zmienia od mojego Open Day. Ciekawe czy dokładnie po 6ciu miesiącach, czy wcześniej, zmieni się na: możesz aplikować ponownie, a może aktualny status będę miała już po wieki 😉

Trudno mi wytrzymać w mojej pracy, jest bardzo nudna i monotonna. W wolnych chwilach marzę o tym, że już niedługo mogłabym być w Dubaju.

Trzymajcie się ciepło (teraz to już nie takie trudne),

Paulina

Noworocznie

Ciekawy grudzień. Wkręcam się w nowy projekt blogerski, tym razem filmowo. Niestety tworzenie ‚wpisów’ filmowych zajmuje duuużo więcej czasu niż planowałam. Ale wprawię się 😉

Na blogu bakess.wordpress.com czytam właśnie przeżycia z pierwszych dni w Dubaju. Nie potrafię nic innego myśleć jak: „Jestem TAKA zazdrosna!” (ale w tym dobrym sensie).

W Nowy Rok weszłam na znak Emirates – w czerwonej szmince. W tym roku nie będę się poddawać i spróbuję tyle razy ile będę mogła – najbliższy w marcu 🙂

Życzę wszystkim pozytywnym, żeby swój pozytywizm dzielili, żeby go pomnożyć 🙂

Odkrycie roku

http://www.naturallycurly.com/hair-types

 

Całe życie męczyłam swoje włosy silikonami i SLS (sodium lauryl/lauryth sulfate). Po tym odkryciu już wiem, czemu moje włosy tak ładnie i wyjątkowo się kręcą tylko w wilgotnym klimacie, a ostatnio nieomal wyglądają na puszące się płasko leżące wspomnienie po falowanych włosach 😉

Polecam sprawdzić dokładnie opisy wszystkich typów przed zaszufladkowaniem się.

Dobre Buty

Ile w życiu codziennym mogą zmienić dobre buty.

W dobrych butach chodnik nie wydaje się taki szary i krzywy jak zwykle, a świat zdaje się być o niebo przyjaźniejszy niż na co dzień.

Nagle na ulicy dostrzegam masę uśmiechów, pięknych włosów i ciał, wzruszam się historiami ludzi mijających mnie w ułamkach sekund. Widzę w nich te historie (wymyślone przeze mnie, ale pasujące jak ulał, jak w dobrym scenariuszu historie głównych bohaterów) zamiast kościstych na co dzień łokci.

W dobrych butach brzydka i szara listopadowa Warszawa (jak zwykłam o niej myśleć) wydaje się nawet urokliwa.

Miłe doświadczenie ta zmiana czarnych cichobiegów na Dobre Buty.

Widziałam dziś na ulicy niezwykły płaszcz – z rzędem guzików tak z przodu, jak i z tyłu. Bardzo mnie korciło, żeby zapytać właścicielkę, czy nie obawia się, że ktoś ją zapnie z tyłu.

Mijają dni

Bardzo się cieszę, że byłam na tym Open Day’u. Poznałam kogoś bliskiego mi usposobieniem. „A” jest niesamowicie miła i wierzę, że fantastycznie by się z nią pracowało na pokładzie 🙂

Z ostatnich wieści – bywa, że osoby, które nie odczekały „obowiązkowych” 6 miesięcy od jednego zgłoszenia do drugiego, dostały się. W związku z tym poważnie zastanawiam się razem z „A”, czy by przypadkiem nie zaryzykować. W sumie to nawet nie ma ryzyka – i tak musimy czekać, i tak.

Ten Poranek

Plan działań był dokładnie ułożony. Miałam przygotowane śniadanie, strój, kosmetyki, dokumenty. Niczym nie musiałam się martwić. Spokojnie zdążyłam na autobus. Pierwszy raz szłam na taki ‚egzamin’ czując, że zrobiłam wszystko, aby się dobrze przygotować (tego dnia i przez poprzednie tygodnie).
Myślałam, że przyjdę jako jedna z pierwszych (pół godziny przed czasem), ale już w autobusie widziałam parę osób szykujących się w to samo miejsce co ja. Na światłach zrobił się już mały tłumek. Czyli rywalizacja będzie ciężka – dużo osób przyszło dobrze przygotowanych. Po wejściu do hotelu miałam okazję przyjrzeć się konkurencji. Zmiażdżyli mnie. Miałam nadzieję, że jakaś 1/3 z nich będzie mniej przygotowana. Na prawdę.
Spotkanie się opóźniało (chyba ze względów technicznych), w tym czasie mogłam pogawędzić z paroma osobami. A jednak. Nie byli tak przygotowani – przyszli ubrani dobrze, ale wiedzy o linii mieli tyle ile konieczne – minimum. (Z perspektywy czasu myślę nawet, że byłam ZBYT dobrze przygotowana).
Dzień w głównej mierze upłynął na oglądaniu materiałów promocyjnych linii lotniczej i na czekaniu. Pomiędzy tym była około minutowa rozmowa z rekruterką. Jedna z rekruterek wciąż jest stewardessą, druga (ta, z którą rozmawiałam) to pracownik działu Rekrutacji. Już w trakcie tej rozmowy można wywnioskować, czy zadzwonią do Ciebie wieczorem, czy jednak telefon będzie milczał. Niestety mój milczał.

Na telefon oczekiwałam z dwiema dziewczynami, które poznałam na rekrutacji – 5h czekania minęło jak 5min. Rewelacyjnie byłoby z nimi pracować. Do nich rekruterka zadzwoniła, następnego dnia dziewczyny walczyły o miejsce na Assessment Day. Niestety odpadły na pierwszym i drugim etapie. Dla nas następna szansa dopiero na wiosnę (trzeba odczekać pół roku).

Co teraz? Muszę się nauczyć trochę pokory. Byłam zbyt pewna siebie, zbyt spokojna, że zaproszona zostanę chociaż na AD. I możliwe, że moje studia w trakcie też są przeszkodą. To wszystko co przychodzi mi do głowy, co mogło pójść źle.

A tymczasem szukam pracy 😉

Post Navigation